1.2.
wtorek, 20 sierpnia 2013 01:59
Rozdział I
28 czerwca 2013

1.

Okolone wachlarzem ciemnych rzęs oczy o odcieniu głębokiej zieleni spoglądały z zaciekawieniem na ludzi krążących po peronie, a policzki rumieniły się delikatnie ilekroć napotkały czyjeś spojrzenie. Przy każdym powiewie wiatru gęsta grzywa brązowych włosów delikatnie falowała odsłaniając muśnięte słońcem ramiona. „No kuźwa” pomyślała Lena Zawistowska, opadając ciężko na brudną ławkę obok starszej pani w brązowym kapeluszu i o palcach u rąk grubych jak serdelki mierzącej ją zimnym spojrzeniem. Założyła za ucho kosmyk jasnych włosów, który wymknął się z nędznego szczurzego ogona, w którego je związała. Gdyby choć w połowie miała tyle włosów. Gdyby choć w połowie stan jej cery był tak dobry. Gdyby choć w połowie była taka czarująca. Gdyby choć w połowie była kimś innym. „No kuźwa” pomyślała znowu, przyglądając się niskiej brunetce stojącej przy automacie z biletami. Starsza pani siedząca obok fuknęła na nią nieprzyjaźnie i splotła swoje grube palce. Lena zacisnęła usta w wąską linijkę i utkwiła wzrok w białej linii na peronie. Ludzie o ponadprzeciętnym wyglądzie byli zwyczajnie deprymujący. Jeszcze w telewizji tłumaczyła sobie ich ponadprzeciętność sztabem stylistów i specjalistów od makijażu, ale spotykając takie osobniki w swojej szarej rzeczywistości, miała ochotę zakryć swoją poniżejprzeciętną twarz papierową torbą. Tak, w porządku, twoje niedoskonałości sprawiają, że jesteś kimś wyjątkowym. Są częścią ciebie. Szkoda tylko, że ta część ciebie jest pod nieustającym ostrzałem innych ludzi, których mózgi przesycone są obrazami wyfioczonych kobiet i mężczyzn. Spojrzała ukradkiem na dziewczynę. Jej ruchy cechowała nadzwyczajna lekkość. No tak, z kończynami też nie ma problemu. Lena westchnęła cicho i znowu wbiła wzrok w białą linię. Czy tylko ona czuła się niezręcznie stojąc? Czy tylko jej ręce zdawały się zbyt długie? Na peron zajechał pociąg w stronę Gdańska Głównego. Lena podniosła się z ławki, chwyciła torbę w obie ręce i wcisnęła się do wypchanej po brzegi kolejki. „No kuźwa” pomyślała znowu, kiedy zdała sobie sprawę, że nawet nie ma, za co się złapać.

2.

Małe mieszkanie przy ulicy Kołobrzeskiej w Gdańsku świeciło pustkami, kiedy zlana potem dotarła wreszcie na miejsce. Rzuciła torbę przy drzwiach i ostatkami sił dowlekła się do kuchni, by z westchnieniem ulgi opaść na krzesło przy stole. Miała wrażenie, że nigdy nie było jej jeszcze tak gorąco. Czarna bluzka lepiła jej się do ciała, włosy do pleców. Cała była lepka i brudna, ale nawet myśl o zimnym prysznicu nie była w stanie jej przekonać, aby dźwignąć tyłek z krzesła i powlec niewyobrażalnie ciężkimi nogami na drugi koniec mieszkania. Z zawiścią patrzyła na lodówkę, która stała przy otwartym oknie. Zuza na pewno zaopatrzyła ją w jakieś zimne napoje. Zuza nie potrafiła żyć bez zimnych napojów. „Za daleko” pomyślała i położyła rozpaloną głowę na stole. „Beztroskie letnie popołudnia, gdzieżeście się podziały?” Lena zamknęła oczy i z lubością przywołała w pamięci wakacje z przed kilku lat spędzonych w Grecji. Teraz lato wyglądało całkiem inaczej. Gorzej. Z westchnieniem podniosła głowę i dźwignęła swoje cielsko do pionu. Gdyby teraz miała planować swoją przyszłość, gdyby teraz była w wieku swojej kuzynki, która dopiero miała zacząć liceum, dokonałaby innych wyborów. Wówczas jej wybór wcale nie świadomym wyborem. W tym wieku nie ma świadomych wyborów. A studia? Były świadomym wyborem? Filologia angielska była po prostu kolejnym krokiem, który wydawał jej się naturalny. W czym innym była jeszcze dobra? Podeszła do lodówki i pociągnęła za drzwiczki. Na jej półce był tylko ser w plasterkach i otwarty sos pomidorowy z bazylią. Półka Zuzy była pusta. Ostatnia nadzieja zgasła. Lena wróciła na swoje poprzednie miejsce i położyła głowę na zimnym stole. Miała ochotę już nigdy się stamtąd nie ruszać.

3.

- Czynsz, czynsz, zbieram na czynsz! – krzyczała Zuza, wchodząc do kuchni i wymachując w powietrzu niebieską ścierką. – Drogie panie i najdroższy nasz jedyny, czas już rozstać się z papierowymi ziomkami.
Najdroższy jedyny skrzywił się nieznacznie i cmokając swą najdroższą jedyną, która siedziała obok niego przy stole, wstał i poczłapał zasępiony do swojego pokoju.
- A ty Lena? – zwróciła się do przyjaciółki siedzącej na parapecie i pałaszującej stary chleb z serem. – Masz?
- Mam – odpowiedziała z pełnymi ustami. – Dam ci jak tylko przełknę resztki swej paskudnej kolacji.
- Zjadłabyś raz coś porządnego.
- Nie stać mnie.
- Kiedy mnie chodzi nawet o jakiegoś McDonalda.
- Na McDonalda też mnie nie stać. - Zuza pokręciła głową z dezaprobatą. – Nie patrz tak.
- Nie mogłabyś poprosić rodziców o jakąś pożyczkę?
Lena pokręciła przecząco głową.
- Dlaczego?
- Proszę cię. Już i tak wystarczy, że od czasu do czasu pomagają mi opłacić rachunki. Nie po to wyprowadzałam się z domu, żeby żyć na ich koszt.
- Przecież nie możesz się głodzić.
- Aż tak źle jeszcze nie jest. Jem, prawda?
- Lena…
Lena zeskoczyła z parapetu i wytarła ręce w spodnie.
- To przecież nie będzie trwać wiecznie. Muszę mieć tylko trochę cierpliwości. Będzie lepiej. Musi.
Do pokoju wszedł najdroższy jedyny i wręczył Zuzi kopertę z pieniędzmi.
- Ode mnie i od Natalii – powiedział i wykrzywił usta w smutnym uśmiechu.
- Dziękuję, Mareczku – odpowiedziała Zuza i ponownie zwróciła się do Leny. – Powinnaś więcej brać za korepetycje. Tego małego Skubiszewskiego uczysz już trzy lata. – Podreptała za Leną do jej pokoju i ciągnęła dalej. – Rozpuszczoną Nowacką znosisz już półtora roku. Nie wspominając o tych dwóch maluchach z Witomina. Powinnaś bardziej się cenić. To już nie te czasy, kiedy dawałaś korepetycje jako smarkata studentka. Masz przecież dyplom.
- Dyplom – prychnęła. – Ledwie licencjat.
- Dyplom filologii angielskiej – powiedziała z naciskiem Zuza. – I parę lat doświadczenia.
Lena westchnęła ciężko i wyjęła spomiędzy książek kopertę z pieniędzmi.
- Żegnajcie, ziomki – powiedziała, podając ją przyjaciółce. – Dzięki za troskę, ale jakoś sobie poradzę.
- Wierzę.
Lena uśmiechnęła się smutno.
- Nie żebym jakoś ubóstwiała tłumaczenia czy coś – powiedziała po chwili – ale tak strasznie bym chciała wreszcie wcisnąć się na rynek. Gdziekolwiek. Wiesz…
- Wiem – odpowiedziała Zuza. – Wiem.

4.

Dochodziła dziesiąta wieczorem, kiedy temperatura wreszcie zaczęła spadać. Mimo otwartych w całym mieszkaniu okien duchota dnia wciąż unosiła się w powietrzu. Lena siedziała na łóżku i czytała Agathę Christie. Chociaż to jedno w jej życiu nigdy się nie zmieni – przyjemność, jaką daje jej czytanie. Wzdrygnęła się lekko, słysząc ciche pukanie do drzwi.
- Jest sprawa – powiedziała Zuza, wtykając do pokoju głowę. – Masz czas?
- Jasne.
Usta Zuzy rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- Dzwonił Michał.
- Michał?
- Michał.
Lena odłożyła książkę na parapet zawalony papierami i spojrzała na przyjaciółkę z wyrazem zmieszania.
- Jaki Michał? – powiedziała w końcu.
Zuza zamknęła za sobą drzwi i walnęła się na łóżko obok przyjaciółki.
- No wiesz. Koleś z którym często tłumaczę na konferencjach.
- Michał z budki. – Zuza przytaknęła. – Okej?
- Trafiła mu się fucha w ten weekend – zajmuje się inwestorami z Japonii. Standard: pilnuje, żeby wszystko poszło zgodnie z planem, chodzi z nimi po mieście, coś tam opowie, tłumaczy na spotkaniach.
- Super.
- Fucha miała się skończyć w niedziele popołudniu, ale okazało się, że drodzy inwestorzy dostali bilety na mecz w Ergo.
Lena poczuła jak sztywnieje jej kark, a serce gwałtownie przyspiesza.
- Z Argentyną?!
- No tak.
- Szczęściarze.
- Oni może tak, ale Michał już nie bardzo. Oczywiście oczekują, że pójdzie z nimi i jak zwykle posłuży im za wszechwiedzącą wyrocznię. Ale on w niedzielę wieczorem nie może. Jakieś sprawy rodzinne czy coś. Zadzwonił więc do mnie z pytaniem, czy nie chciałabym ich przejąć na ten wieczór. – Zuza zrobiła dramatyczną pauzę i spojrzała z ukosa na przyjaciółkę. – Ale ja przecież wyjeżdżam na weekend…
Nastąpiła chwila niezręcznego milczenia. Lena uśmiechnęła się do niej głupawo, kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
- A ta sprawa? – zapytała w końcu.
- No właśnie. – Zuza zrobiła kolejną dramatyczną pauzę. – Sprawa jest dosyć pilna, więc musisz mi odpowiedzieć natychmiast czy się na to piszesz czy nie.
- Na co mam się pisać?
- Poleciłam mu ciebie.
Twarz Leny zastygła w czymś, co przypominało przerażenie i euforię jednocześnie. Rumieńce wstąpiły jej na policzki. Miała wrażenie, że jej klatkę piersiową wypełnia jakiś gorący płyn.
- Nie wiem, czy cię uściskać, czy może przywalić – wyrzuciła z siebie w końcu.
- Najpierw odpowiedz, czy się na to piszesz. Michał siedzi właśnie jak na szpilach i czeka, na coś konkretnego.
- Wiesz… kiedy mówiłam o tłumaczeniach, nie miałam na myśli ustnych…
- Dobrze płacą – przerwała jej Zuza.
- Nigdy się czymś takim nie zajmowałam…
- Dostaniesz więcej, niż byś zarobiła przez tydzień udzielając korepetycji – przerwała jej ponownie Zuza.
- Nigdy nie byłam na prawdziwym meczu…
- No to masz okazję pójść, nie płacąc za bilety.
Lena rzuciła przyjaciółce przerażone spojrzenie.
- Dobry sektor. – Kusiła Zuza. – Dobre miejsca…
- Musimy skombinować jakieś odpowiednie ciuchy - przerwała jej Lena.
- Znam takie miejsce – powiedziała, puszczając jej oko. – Nataliaa! – wrzasnęła i wyszła z pokoju.

Etykiety: , , ,



skomentuj (0)