|
1.7.
poniedziałek, 18 listopada 2013 10:11
Rozdział VI
25.07.2013
Pojawiłeś
się znikąd, a przecież wiem, gdzie się poznaliśmy. Pojawiłeś się, tak jakby
wcześniej cię nie było, a przecież cały świat cię znał. Znali cię oni i tamci;
mnie nie znał nikt, a ja nie znałam nikogo. Nasze rzeczywistości zderzyły się
ze sobą, tak jak atomy tlenu zderzają się w powietrzu z milionami innych
cząsteczek – przypadkiem i bez konsekwencji. Być może to właśnie przypadek i
brak konsekwencji nas określają. Być może to one są odpowiedzialne za ludzi i
naszą rzeczywistość i ćwiartują ten świat na miliardy odosobnionych i
wyizolowanych jednostek, które błądzą niczym ślepcy w poszukiwaniu jedności.
Nie wiem, czy jesteś moją jednością. Nie wiem, czy jestem jednością z tobą. Nie
wiem, czy istnieje jakakolwiek jedność. Ale pojawiłeś się znikąd i tu już
zostałeś. A potem sprawiłeś, że zapomniałam o rzeczywistości i uwierzyłam, że
jestem kimś innym. Kimś lepszym. Kimś wyjątkowym.
1.
-
Gdzie mnie zabierasz?
Lena
sięgnęła po torbę i podniosła się z niewygodnej ławki na dworcu w Gdańsku Głównym.
Cały dzień dłużył jej się niesamowicie i nie była w stanie skupić się na
materiale, który miała za zadanie wbić do głowy swoim uczniom. Ich pytania
nagle przestały mieć jakikolwiek sens, a w głowie zabrakło odpowiedzi. Z całych
sił starała się odegnać od siebie myśli o wczorajszym wieczorze, ale zwyczajnie
nie potrafiła tak po prostu odłożyć ich na bok. One nie mogły czekać. Przejęły
nad nią kontrolę. Dzisiaj składała się tylko i wyłącznie z nich. Nie było
miejsca na chłodne opanowanie, nie było miejsca na logiczne myślenie – wszystko
obtoczyło się słodko-mdłą warstwą emocji. Mniej słodką, bardziej mdlącą.
-
Zabieram cię do kina – powiedziała, wchodząc do kolejki.
-
Do kina? Dlaczego do kina? Grają coś ciekawego? – Bartek wspiął się za nią po
schodach, po czym rozsiadł się na niewygodnym plastikowym siedzeniu z kwaśną
miną.
-
W sumie nawet nie wiem, co grają. Może puszczą coś ciekawego.
-
Nie wiesz, co grają? – Obie brwi Bartka powędrowały w górę. – Pewnie nawet nie
zabierasz mnie do kina.
-
Owszem, zabieram. Zabieram cię na molo. Posiedzimy nad morzem, zobaczymy, co
grają – szturchnęła go w łokciem w bok – pośmiejemy się z ludzi.
-
Tak, super. Brzmi zachęcająco. Zwłaszcza to ostatnie – odpowiedział z przekąsem.
-
Co chcesz, to świetna rozrywka. Zdziwiłbyś się, co robią ludzie, kiedy oglądają
film.
-
Zdziwiłbym się.
-
Zdziwisz się.
-
No dobra.
Lena
posłała mu szeroki uśmiech, po czym oparła głowę o twarde plastikowe siedzenie
i spojrzała na gnający za oknem krajobraz pogrążający się w mroku.
-
Czytałeś kiedyś „Solaris” Lema? – zapytała po chwili.
Bartek
pokręcił przecząco głową.
-
O czym to jest?
-
O planecie, która nazywa się Solaris.
-
Książka o kosmitach? – zapytał żartobliwie i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Lena
obrzuciła go oburzonym spojrzeniem.
-
Mówisz to tak, jakby książki o kosmitach były czymś złym. Zresztą nie, to nie
jest książka o kosmitach.
Bartek
spojrzał na nią z ukosa i szturchnął łokciem w bok.
-
Wcale nie sądzę, że książki o kosmitach są złe. Lubię kosmitów – powiedział,
starając się zachować poważną minę.
Lena
ponownie obrzuciła go oburzonym spojrzeniem i fuknęła:
-
To nie jest książka o kosmitach.
-
No dobrze, dobrze. Zostawmy kosmitów w spokoju – powiedział, unosząc ręce w
geście kapitulacji. – To o czym jest ta książka nie o kosmitach?
Lena
przez chwilę mierzyła go spojrzeniem, po czym szczelniej otuliła się swetrem.
-
O planecie, która nazywa się Solaris, tym co ją zamieszkuje… - przerwała na
moment, widząc jego minę. – To nie jest książka o kosmitach!
Bartek
wybałuszył na nią oczy.
-
Przecież nic nie mówię.
-
Nie musisz. Masz na twarzy wymalowane: To jest o kosmitach.
Patrzył
na nią przez moment, nie wiedząc, co odpowiedzieć, po czym wybuchnął śmiechem.
Usta Leny mimowolnie wygięły się w krzywym uśmiechu, jednak kiedy zdała sobie z
tego sprawę, szybko się zreflektowała i znowu przybrała poważną minę.
-
Co cię tak bawi?
Policzki
Bartka zrobiły się czerwone, kiedy próbował złapać oddech, żeby jej
odpowiedzieć.
-
Nigdy jeszcze nie spotkałem osoby, która biłaby się o dobre imię jakiejś…
jakiejś książki – wystękał i ponownie wybuchnął śmiechem. – To nie jest książka
o kosmitach – przedrzeźniał ją zachrypniętym głosem, by znowu dać ponieść się
kolejnej fali wstrząsów. Lena patrzyła na niego, zaciskając usta w wąską
linijkę.
-
No bo to nie jest książka o kosmitach – powiedziała z naciskiem, kiedy otarł
mokre od łez policzki, co spowodowało, że wszystko zaczęło się od nowa. – To
przecież nawet nie jest takie śmieszne – powiedziała niepewnie, obserwując jego
podskakujące ramiona i czerwone uszy. Bartek zaczerpnął głęboko powietrza i
powoli wypuścił je z ust.
-
O Jezu – sapnął, poklepując się po policzkach.
Lena
patrzyła na niego, wydymając usta. Zachichotał, kiedy zobaczył jej minę.
-
Cieszę się, że dostarczam ci tyle radości – powiedziała, wstając. Stare hamulce
kolejki zapiszczały przeraźliwie. – Nasza stacja. Już przestań się trząść, bo
cię zostawię.
2.
Pomimo
starań, aby dotrwać do końca, udało mi się wytrwać tylko do połowy filmu. Lena
non stop szeptała mu na ucho uwagi na temat otaczających ich ludzi i ich
reakcji na wyjątkowo łzawy dramat obyczajowy, którego fabułę postanowiła jednakowoż
całkowicie zignorować. Bartek parskał śmiechem co parę minut i dorzucał swoje
trzy grosze do wymiany spostrzeżeń, w wyniku czego w połowie filmu już ledwie
łapali oddech. Zewsząd upominały ich pełne irytacji syknięcia i ostre
spojrzenia, ale żartom nie było końca. Dopiero w momencie, kiedy jakiś pies,
który przypałętał się tam przypadkiem, obsikał małego chłopca z pierwszego
rzędu, stwierdzili, że muszą zmienić otoczenie, bo inaczej policzki popękają im
od śmiechu.
Udali
się razem na plażę, potykając o własne stopy, jak dwa pijaki, które zgubiły
drogę do domu. Bartek runął na zimny piasek i ułożył się na wznak, wbijając
spojrzenie w rozgwieżdżone niebo. Lena siadła obok niego i odetchnęła głęboko.
-
Miałaś rację – powiedział i zachichotał. – Zdziwiłem się.
Lena
uśmiechnęła się szeroko i zatopiła dłonie w piasku.
-
Często to robisz? – zapytał.
Potrząsnęła
przecząco głową: - Tylko jak jestem w stanie znaleźć kogoś, kto nie przyłączy
się do tłumu cmokających z niezadowolenia.
-
Przy takim filmie to raczej nie trudne.
-
Tu też byś się zdziwił.
-
Zamierzasz mnie zadziwiać przez całe lato?
-
Cóż, nie moja wina, że nie znasz prostych rozrywek.
Bartek
obrócił głowę w jej stronę.
-
Ile ich masz jeszcze w zanadrzu?
-
Na pęczki – odpowiedziała z dumą. – Poczekaj tylko jak będę miała wolny dzień w
tygodniu i wywiozę cię na pole.
-
I co tam będziemy robić?
Lena
wyszczerzyła zęby w uśmiechu: - To będzie niespodzianka.
Bartek
ponownie utkwił wzrok w gwiazdach: - Nie powiedziałaś mi w końcu, o czym jest
to Solaris.
-
Nie sądziłam, że chcesz wiedzieć.
Bartek
uśmiechnął się delikatnie: - Chcę wiedzieć, o czym to jest. I dlaczego mnie o to
pytałaś.
Przez
chwilę panowała pomiędzy nimi cisza: - Bo uwielbiam tę książkę – powiedziała wreszcie
Lena, odgarniając nerwowo włosy z twarzy. – I chciałam się dowiedzieć, czy mogę
się tym z tobą podzielić. Tyle.
-
Możesz. Pozwalam.
-
Ale ty nie zrozumiesz.
-
Dlaczego?
-
Bo nie czytałeś.
Bartek
podłożył sobie pod głowę ręką: - No to mi opowiedz.
Spojrzała
na niego niepewnie, ale widząc zachęcające spojrzenie, wypuściła głośno
powietrze i zaczęła: - Solaris skupia się na postaci Kelvina, który został
wysłany na inną planetę w związku z niepokojącymi rzeczami, które zaczęły się
tam dziać.
-
I co? – ponaglił ją, widząc jak wpatruje się w jakiś nieokreślony punkt na
horyzoncie.
-
I spotyka tam swoją żonę, która popełniła samobójstwo.
-
Dosłownie? – Lena wzruszyła ramionami.
-
I tak, i nie.
Spojrzał
na nią niepewnie, a jedna jego brew uniosła się do góry.
-
Czy to jest jakaś pseudoreligijna metafora nieba? To Solaris.
-
A Boże uchowaj! – odrzekła szybko podniesionym głosem i rzuciła mu ostre
spojrzenie. – Nie – dodała już spokojniej. – Nie. A przynajmniej nie dla mnie.
-
To czym jest dla ciebie?
Lena
położyła się obok niego na zimnym piasku i spojrzała w niebo.
-
Człowiekiem. Dla mnie to opowieść o człowieku jako indywiduum i o człowieku
jako gatunku. O słabościach i ambicjach. O tym, jak nie wie, co zrobić z tym,
co ma.
-
Z tym, że odzyskuje żonę?
Lena
pokiwała głową i zamknęła oczy: - A ty nie wiesz, czy to błogosławieństwo czy
przekleństwo. Wygląda jak ona. Brzmi jak ona. Mówi jak ona. Ale to przecież nie
jest ona. To tylko błąd komunikacyjny. Świat ułudy. Czy w takim razie i tak
wybrałbyś szaleństwo? – Bartek podrapał się po głowie. - W tamtej
rzeczywistości szaleństwo nie wydaje się nawet takie złe. Na obcej planecie,
praktycznie sam. Reszta albo popełniła samobójstwo albo poddała się iluzji. Po
co miałby walczyć o zachowanie przytomności umysłu, kiedy tylko ułuda
sprawiała, że jego życie znowu ma sens?
-
Dla siebie samego.
-
No tak, ale przecież w jego oczach on nie był kimś, o kogo warto było walczyć.
Nie miał nic, o co warto było walczyć. Był sam.
-
Szaleństwo to nie jest rozwiązanie.
Lena
przyjrzała mu się uważnie i uśmiechnęła się lekko.
-
Straciłeś kiedyś kogoś bliskiego? Bardzo bliskiego?
Nie
odpowiedział.
-
A gdybyś miał jedną osobę, której strata, której – tak ci się wydawało – byłeś
przyczyną, i której – tak ci się wydawało – mogłeś zapobiec, nagle przestała
istnieć? W jednej sekundzie była, w głowie słyszałeś jeszcze jej głos, czułeś w
nozdrzach jej zapach, by po chwili zwyczajnie zniknąć. Puf. Nie ma. Całe twoje
dotychczasowe życie legło w gruzach. Wszystko przestało mieć znaczenie. Nawet
nie przypuszczałeś, że można uzależnić się w ten sposób od drugiego człowieka.
I nagle pojawia się szansa na jego odzyskanie.
Bartek
cmoknął z niezadowoleniem.
-
Właśnie w tym problem – nie jego tylko jakiegoś kosmicznego substytutu, który
albo go zabije, albo sam w końcu zniknie.
-
A te kilka chwil szczęścia, jakie daje szaleństwo? – Lena zaczęła skubać rękawy
swojego swetra. – Lepiej męczyć się z tą świadomością do końca swoich dni, czy
lepiej mieć tych kilka chwil? – Bartek podniósł się na łokciu i spojrzał na nią
zaniepokojony. – Ile warte jest szczęście?
-
Straciłaś kogoś ostatnio, że tak mówisz?
Lena
patrzyła na niego przez chwilę bez słowa. W końcu zmusiła swoje usta do
wygięcia się w delikatnym uśmiechu i pokręciła przecząco głową.
-
Tak tylko gadam – rzuciła na odczepnego, modląc się, żeby jej głos nie zaczął drżeć.
Odepchnęła od siebie myśli o nieobecnym wzroku i wysuszonej twarzy, na której
majaczył jeszcze ledwie dostrzegalny uśmiech. Machnęła ręką, żeby odwrócić od
niego spojrzenie. – Nie słuchaj mnie. Czasami plotę od rzeczy.
Bartek
uśmiechnął się pod nosem i zaczął przyglądać się ludziom spacerującym po plaży
w oddali.
-
Czytałam kiedyś taką książkę, w której główny bohater wspomina w rozmowie
pewien cytat: „Im dłużej żyjemy tym dłuższe cienie rzucają ściany naszego
więzienia”. Zdaje się, że powoli zbliżam się do tego momentu, w którym te
ściany zaczynają rosnąć.
-
Co masz na myśli?
-
Co, co – powtórzyła po nim, kładąc sobie ręce na czole. – Wszyscy w duchu
pragniemy być bohaterami. Wszyscy chcemy coś osiągnąć, być kimś na ten czy inny
sposób. Ale prawda jest taka, że większość z nas jest boleśnie przeciętna. Im
człowiek starszy, im więcej decyzji podejmie, tym bardziej zdaje sobie sprawę,
że to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej.
-
Myślisz, że jesteś przeciętna?
Lena
zaśmiała się pod nosem: - Bardziej.
-
Dlaczego? – Milczała. – Wszyscy są wyjątkowi. Na swój własny sposób.
Spojrzała
na niego spomiędzy palców: - Bez obrazy, ale to zabrzmiało jak nagłówek jakiegoś
artykułu z pisma dla kobiet.
-
Z którym się nie zgadzasz.
-
Nie – odpowiedziała twardo. – Chcemy być wyjątkowi, ale większość z nas wcale taka
nie jest. Możemy być wyjątkowi dla jednej osoby, jeśli mamy wystarczająco dużo
szczęścia. Ale tylko możemy.
Bartek
nachylił się nad nią i odjął jej ręce z twarzy.
-
Ale z ciebie pesymistka.
-
Realistka. Nie lubię tego romantycznego fiu-bździurzenia.
Parsknął
śmiechem i znowu położył się na piasku. Czuła na policzku jego włosy.
-
A ja tam wolę patrzeć na świat przez różowe okulary.
-
I co widzisz?
-
Że życie jest piękne i każdy jest wyjątkowy. – Lena prychnęła i poklepała go po
łokciu, bo nie była w stanie sięgnąć ramienia. – Wszyscy są piękni i wyjątkowi.
Świat jest wyjątkowy. Ci ludzie na molo są wyjątkowi i spacerują po wyjątkowym
tworze ludzkich rąk. I to morze przed nami też jest wyjątkowe, szum jego fal
jest wyjątkowy, jego siła jest wyjątkowa, jego nieprzewidywalność. I ten
piasek, na którym leżymy również jest wyjątkowy…
-
I wszystkie pety na nim leżące – dokończyła.
-
Ojej no, musiałaś – żachnął się. – To był taki piękny moment.
Lena
zanurzyła palce w piasku i podniósłszy dłoń, sypnęła nim prosto we włosy
Bartka. Szarpnął się w górę z głośnym sapnięciem i potrząsnął energicznie
głową. Lena przysłoniła rękami oczy, z trudem tłumiąc śmiech.
-
Powinnaś wiedzieć – zaczął powoli, strzepując z twarzy piasek – że takie zabawy
ze mną nie kończą się dobrze dla drugiej osoby.
Lena
podniosła się szybko do pozycji siedzącej i widząc garść piasku w jego lewej
dłoni, z paniką w oczach stanęła na nogach.
-
Nie odważysz się.
Bartek
również dźwignął się na nogi, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-
Nie?
Lena
zadrżała i widząc, jak przygotowuje się do ataku, dała nogę w stronę morza. Po
chwili człapała już pośpiesznie po mokrym piasku, rozpryskując na około wodę.
Czuła, jak spodnie zaczynają przemakać, a buty coraz trudniej odrywają się od
podłoża. Kiedy przystanęła na chwilę, aby złapać oddech, coś nagle zmoczyło ją
całą od tyłu. Strużki wody spływały jej po ramionach i plecach. Miała wrażenie,
jakby zlała się w majtki. Wszystko było mokre. Gęsia skórka pokryła ją od stóp
do głów, a zęby zaczęły dzwonić. Odwróciła się sztywno w stronę Bartka i
wypuściła z siebie zduszony okrzyk.
-
Co mówiłaś? – zapytał uprzejmie, przykładając do ucha zwiniętą dłoń.
Lena
ponownie wydała z siebie zduszony okrzyk o bliżej nieokreślonym znaczeniu, po
czym fala, która powoli zbliżała się w jej kierunku, wreszcie trafiła do celu,
mocząc jej doszczętnie buty oraz spodnie. Bartek spojrzał na to z lekkim
przestrachem i wybuchnął dzikim śmiechem. Podniosła niepewnie jedną stopę,
która całkowicie zatonęła w piasku. Przyglądała jej się przez chwilę, po czym
odkopała drugą stopę i z całej siły kopnęła spienioną wodę kolejnej fali, która
rozbiła się na brzegu. Woda chlusnęła mu prosto w twarz, co sprawiło, że momentalnie
znieruchomiał. Przez chwilę panowała pomiędzy nimi grobowa cisza. Lena stała naprzeciwko
niego, obserwując jego ruchy spod zasłony mokrych włosów. Po chwili schyliła się i ponownie chlusnęła mu wodą prosto w twarz.
Bartek
sapnął bezgłośnie i otarłszy oczy z wody, spojrzał na nią bykiem.
-
No to się doigrałaś – wyrzucił trzęsącym się od zimna głosem i również nachylił
się nad wodą.
Poczuła
jak całą jej głowę oblewa zimna fala. Ruszyła w jego stronę, nachylając się do
przodu, i brodząc w wodzie z zaciśniętymi oczami. Oberwała jeszcze co najmniej
dwa razy zanim napotkała na przeszkodę. Naparła na nią z całej siły, poczuła jak
grunt usuwa jej się spod nóg i oboje lądują na ziemi, tonąc w mokrym piasku, regularnie
zalewani przez nawracające fale. Włosy przykleiły jej się do twarzy, a oczy
piekły od soli, lecz mimo to śmiała się aż do utraty tchu. Wymacała dłońmi jego
twarz, oblepiając ją piaskiem. Wkrótce kolejna fala przykryła ich oboje zimną
pierzyną, aby potem znowu cofnąć się do morza.
-
No to się doigrałeś – powtórzyła za nim z przekąsem, kiedy woda ponownie chlusnęła
im w twarze.
-
Jestem mokry – stęknął, również oblepiając jej twarz piaskiem w usilnych
próbach jej odnalezienia.
-
No co ty nie powiesz – odpowiedziała, po czym zakrztusiła się kolejną falą.
-
Ja przecież tonę.
Lena
podniosła się na łokciach, które natychmiast zanurzyły się w piasku. Spojrzała
w jego stronę: - Rzeczywiście, trochę cię wessało – zaśmiała się i odgarnęła
włosy z czoła zapiaszczonymi dłońmi.
-
Czuję się tak jakby już zawsze miałoby mi być zimno.
-
Nie powiesz mi chyba, że to nie jest wyjątkowe? – powiedziała z udawanym
zdziwieniem w głosie. – Przecież leżymy na wyjątkowym piasku w blasku
wyjątkowego księżyca – dodała, kiedy oblała ich kolejna fala.
-
W towarzystwie kogoś wyjątkowego.
-
Oho. Porażająca skromność – zaśmiała się.
-
W towarzystwie kogoś bardzo wyjątkowego – powtórzył z naciskiem i również z
trudem podniósł się na łokciach.
Poczuła
na policzku jego szorstką od piasku dłoń i podciągnęła się w jego stronę. Miała
w ustach silnie słony posmak i chciało jej się pić. Ale uczucie zimna nagle
ustąpiło fali gorąca, kiedy poczuła na twarzy jego oddech. Był na tyle blisko,
że była w stanie dostrzec w ciemnościach kontury jego zmokniętej i utytłanej
piaskiem twarzy. Położyła dłoń na jego piersiach, czując jak łokieć coraz bardziej zanurza się w piachu. Kiedy ich usta
złączyły się, raptem tuż nad ich głowami rozległ się czyjś doniosły głos:
-
Czy coś się stało?!
Bartek
gwałtownie odwrócił się w stronę starszego pana, który stał nad nimi,
wspierając się na połyskującej w świetle księżyca laseczce. Okrągły jamnik
krążył wokół jego stóp, obwąchując oblepione mokrym piaskiem buty. Lena
schowała twarz w mokrej bluzie Bartka i zaczęła się cicho śmiać. Jej ramiona
podskakiwały rytmicznie.
-
Nie – zaczął zachrypniętym głosem Bartek i odchrząknął zdecydowanie. –
Koleżanka się przewróciła i wpadła do morza.
Staruszek
mruknął coś pod nosem zmartwionym głosem, po czym dodał już nieco głośniej: -
Ale nie leżcie tak na mokrym. Zaziębicie się. – I podreptał w stronę molo.
Jamnik wciąż plątał mu się pod nogami.
-
Koleżanka się przewróciła i wpadła do morza – powtórzyła Lena z twarzą przytkniętą
do jego mokrej bluzy i wybuchła głośnym śmiechem.
Nie
wiedziała, ile czasu tam spędzili. Czas jakby przestał istnieć, jakby stracił
wszelkie znaczenie. I kiedy słońce zaczęło wyglądać zza horyzontu, a oni
ruszyli opustoszałą plażą, ociekając wodą, po raz pierwszy nie czuła strachu
przed nadchodzącym dniem. Po raz pierwszy miała wrażenie, że jej dni nie definiują
rachunki, że jej życiem nie zarządza praca. Że rzeczywiście może być ono
wyjątkowe. Po raz pierwszy miała wrażenie, że świat jest wyjątkowy.
Etykiety: bartek, lena, pierwsze, siatkówka |
wooden minds.
You made me forget myself and I thought I was someone else. Someone good. powrót | posłuchaj | blogskins Lena & Bartek
And arbitrary blackness gallops in: I shut my eyes and all the world drops dead. ~Sylvia Plath prolog rozdział I rozdział II rozdział III rozdział IV rozdział V rozdział VI rozdział VII rozdział VIII rozdział IX rozdział X rozdział XI rozdział XII rozdział XIII rozdział XIV epilog Celina & Andrzej
~Edith Piaf prolog rozdział I Czytam
czy zostaniesz? brave soldiers voy contigo |